Tamtego dnia miałem wziąć Aleksa na cały dzień. Chcieliśmy jechać do parku i na plac zabaw do centrum, nad Łynę. Gdy przyszedłem po Aleksika, to… zaczęły się jazdy Natalii… Najpierw napisała mi, że Aleks nigdzie nie idzie i że „moi koledzy dzwonią do niej i piszą” (oczywiście gówno prawda) i że „wie, że mam zamiar porwać dziecko”. Pisała i groziła przez dłuższy czas, twierdziła, że nigdzie nie wychodzą. Stałem na dróżce koło domu, na naszej słynnej dróżce… Nagle usłyszałem Aleksa… byli na podwórku… Poszedłem tam. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak bardzo Natalia ma zryty łeb i jak niebezpieczna może być… Wiedziałem już, w jakim kierunku ewoluuje jej plan. Byłem przerażony…
Na początku Natalia zachowywała się, jakby coś ją opętało. Aleks od razu chciał do mnie podbiec, ale chwyciła go za rękę tak brutalnie, że nogi się pode mną ugięły… A potem zaczęła mi grozić…
Aleks wołał, że CHCE IŚĆ ZE MNĄ i był wściekły na Nati. Szarpała go dalej. Aleksik wyrwał się jej i podbiegł do mnie. Natalia zaczęła się miotać. Musiałem być bardzo delikatny i ostrożny, bo każde nieuważne słowo mogło wywołać u niej furię. Po piętnastu minutach teatru i moich błagań, Natalia nagle zmieniła ton. Jakby miała przełącznik w dupie. Zapytała tylko „O której będziecie?”, a chwilę później już jechaliśmy z Aleksem na miasto…
To był jeden z najpiękniejszych dni od wielu miesięcy… Ale najważniejsze i najdziwniejsze wydarzyło się na placu zabaw… w piaskownicy. Aleksik biegał i śmiał się cały czas. Był przeszczęśliwy, że jesteśmy razem! W pewnym momencie Aleksik przystanął, odwrócił się do mnie i powiedział coś, co zmroziło mi krew w żyłach:
„- Uratujesz mnie?…”
„- Co mówisz, Synku?” – głos mi drżał ze strachu i żalu…
„- Czy mnie… URATUJESZ?…”
On już wiedział… Aleks wiedział wcześniej, co miało się wydarzyć w przyszłości… 🙁
Próbowałem ukryć łzy…
Wróciliśmy wieczorem. Natalia zachowywała się tak, jak w normalne, słoneczne popołudnie na podwórku, gdy jak zawsze bawiłęm się z Aleksem, a ona spokojnie wieszała pranie. Rozmawialiśmy prawie normalnie. Aleksik usnął. A potem dostałem obiad… i gadaliśmy sobie, jakby czas cofnął się o cztery miesiące i nigdy nic złego się nie wydarzyło… Umówiliśmy się na następny dzień…